SZUKAJCIE A ZNAJDZIECIE

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmy które ryją banie zbyt mocno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmy które ryją banie zbyt mocno. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 lutego 2015

Wilk syty i owca cała, czyli podsumowanie Oscarów 2015!

Z tą relacją oscarową to było tak: część z Was oglądała ją na Canal + dzięki czemu poznaliście jak bardzo prowadzący rozmowy na temat nominowanych dzieł byli oderwani od rzeczywistości. Ja tego nie widziałem, ale słyszałem o rojących się wszędzie "polskich akcentach" i typowaniu czarnych koni, które zostały spychane na bok przez jak dla mnie produkcje ewidentnie lepsze. Sam miałem możliwość oglądania relacji w TV na PRO7, więcej było reklam niż samej gali ale przetrwałem i podzielę się teraz z Wami refleksjami wymienionymi w podpunktach coby się za bardzo nie zamotać!

- Na gali dominowały białe suknie wśród pań i w sumie to u panów też. Wyróżniała się Anna Kendrick w różu czy też może bardziej łososiu, która bardzo ładnie zaśpiewała z Neilem Patrickiem Harrisem, prowadzącym galę. W pewnym momencie pojawił się też Jack Black i nawet na moment zapachniało Tenacious D dzięki jego charakterystycznemu wokalowi. W bijącej po oczach zieleni pokazała się Scarlett Johansson, w dzikiej czerwieni Rosamund Pike. Na modzie się nie znam, ale tych kilka kreacji wryło mi się w beret. 

Mina pana Pawlikowskiego mówi wszystko - THUG LIFE. 

niedziela, 22 lutego 2015

Pokrzywdzone, czyli 10 aktorek, które na Oscara zasłużyły, a nie dostały (część 1)

Jak wiadomo dziś noc Oscarowa, którą prawdopodobnie spędzicie ze mną lub innym lubianym pismakiem śledząc jednocześnie galę w internecie bądź w telewizji jednocześnie zerkając na statusy na FB. Ze mną możecie spędzić tych kilka nocnych godzin dokładnie pod tym linkiem: https://www.facebook.com/events/702746489838827/?fref=ts 
Tymczasem wypadałoby skrobnąć słów kilka o paniach, które na Złotego Koleżkę zasłużyły a jeszcze nie miały okazji go przytulić. Tak jak poprzednio, w części o panach nie będę wymieniać tylko filmów kiedykolwiek nominowanych, o nie, to będą po prostu dzieła za które ja przyznałbym tym jakże utalentowanym aktorkom nagrodę, która należy im się jak psu buda. Także zapraszam do skonfrontowania się dyszką pań moim zdaniem srogo pomijanym przez lata przez Akademię. 

10. AMY ADAMS

STATUETKĘ POWINNA DOSTAĆ ZA: Wątpliwość (2008), Fighter (2010), American Hustle (2013). Ta pani rozpoczęła swoją karierę pod koniec lat 90, a szerzej została zauważona przy okazji "Zaczarowanej" z 2007 roku. Hollywood szybko zauważyło talent tej naturalnie rudej istoty i trzeba przyznać, że każdą swoją kreacją pnie się o szczebelek wyżej i ma swój fach znakomicie opanowany. Póki co na koncie dwa Złote Globy i cztery dyszki na karku. Ma jeszcze czas i na pewno nie raz nas zaskoczy.

piątek, 20 lutego 2015

Być albo nie być żywym trupem, czyli o dziesiątym odcinku piątego sezonu "The Walking Dead" słów kilka.

Z tymi "nudniejszymi" odcinkami TWD to jest tak, że jeśli nasi bohaterowie nie naparzają się z zombiakami to przechodzą kryzysy emocjonalne, a odcinki często mają formułę metaforyczną, filozoficzną i refleksyjną, krótko mówiąc w takich epizodach uwydatnia się główna idea "Żywych trupów", zgodnie z którą jest to odcinkowiec głownie dramatyczny. Nieumarli owszem są istotnym elementem fabuły, ale to przecież historia o żywych a nie martwych co epizod "Them" dobitnie nam pokazał. Był płacz, było zgrzytanie zębami, była pozytywka i była... nowa postać. 

Bezsilność, słabość, niemal całkowite poddanie się i zniechęcenie do życia. Nasi bohaterowie stanęli w obliczu martwego punktu i śmierci z głodu i pragnienia. 

czwartek, 19 lutego 2015

10 elektryzujących ekranowych par, które "zjadają na śniadanie" Anastasię Steele i Christiana Greya.

To już ostatni wpis, który postanowiłem utłuc na fali popularności ekranizacji "Greya". Chemia na ekranie jest absolutnie niezbędna byśmy uwierzyli, że między bohaterami naprawdę coś rozkwita! Byśmy na chwilę zapomnieli, że to nie jest gra aktorów, a prawdziwa szczera relacja oparta o to co w związku najważniejsze. I wcale nie musi to być miłość stricte erotyczna, jak najbardziej może być przyjacielska! Zdarzały się na ekranie takie pary co to swoim zachowaniem rozkochiwały w sobie miliony fanów. Postanowiłem Wam przybliżyć mocno subiektywną dziesiątkę z nich, a wiele ich wiele i aż się wzdycha z podjarki patrząc na to co się między nimi dzieje. Zapraszam do czytania! 

10. BONNIE PARKER I CLYDE BARROW (Bonnie i Clyde, 1967, reż. Arthur Penn)

Nie ważne jak skończyli, ważne co pomiędzy nimi się działo! Klasyczna para gangsterów, których przygody odcisnęły znaczące piętno na kinematografii. Był to bowiem dość brutalny film jak na tamte czasy. Nie da się ukryć, że jakoś ci bohaterowie korespondują z parą znajdującą się na miejscu pierwszym, ale nie spojlerujcie sobie zabawy i jeszcze tam nie zaglądajcie. Warto dodać, że bohaterowie byli wzorowani na postaciach prawdziwych, o ile jeszcze ktoś tego nie wiedział.

środa, 18 lutego 2015

ZRYTE RECENZJE VOL.14: Odcięte głowy trzymane w lodówce, czyli o filmie "Głosy" słów kilka.

Przyznam, że nie spodziewałem się, że ten dzień nastąpi tak szybko. Oto przychodzi mi zrecenzować Wam pierwszy w pełni patronowany przez blog Filmy, Które Ryją Banie Zbyt Mocno film "Głosy" (premiera już 27.02!), którego polskim dystrybutorem jest Rebel Rebel (mają na swoim koncie promocję zeszłorocznego "Gościa", "Łowcy trolli"  i kultowej "Morderczej opony"). Oni zaufali mi, ja zaufałem im i tym samym na plakacie pojawiło się logo jakże lubianej przez Was strony. Pierwsze sygnały na temat tego dzieła napawały mnie ciekawością ale i nieufnością - Ryan Reynolds nie jawił mi się nigdy jako wielce wszechstronny aktor, Gemma Arterton i Anna Kendrick wciąż wrabiają sobie pozycję w światku filmowym i pojawiają się nie zawsze w produkcjach wysokich lotów, najbardziej przemówiła do mnie postać reżyserki Marjane Satrapi, która dała światu znakomite "Persepolis" i "Kurczaka ze śliwkami". Jak się okazało po seansie Rebel Rebel idealnie trafiło w mój gust, a film przy odpowiednim nastawieniu nie dość, że może zryć banię to jeszcze zmusić do solidnej refleksji. Jakiej? Cóż, pozostaje Wam się wgryźć w dalszą część tekstu. 

Bardzo lubię Jerry'ego. Mam z nim tylko jeden problem - jest mordercą i schizofrenikiem.

wtorek, 17 lutego 2015

10 filmów o toksycznych relacjach międzyludzkich, które powinniście obejrzeć zamiast "Pięćdziesięciu twarzy Greya".

Przerażający to rekord sprzedaży biletów na jeden bardzo zły film. Nie jest mi nawet w stanie przejść ta liczba przez klawiaturę, czuję jakbym dusił się czytając te liczby. Premiera "Greya" ma jednak swoje dobre strony. Dzięki niej mogę Wam wskazać 10 filmów, które pokazują jak naprawdę wyglądają niezdrowe relacje międzyludzkie. Jakie filmy musicie zobaczyć by pojąć jakie szaleństwo może ogarnąć człowieka na punkcie osobnika płci przeciwnej. Miał być dziś zupełnie inny wpis, ale skorzystam z okazji i zaprezentuję Wam ten, o którego realizacji myślałem od kilku dni. Nie jest to wielce oryginalny pomysł, kilka wpisów w tym klimacie już się w sieci pojawiło, ale w końcu to mój punkt widzenia, który jak mniemam lubicie poznawać już niemal od dwóch lat. No to co? Zapraszam do czytania! 

GORZKIE GODY (Bitter Moon, 1992, reż. Roman Polański)

Przesycony erotyzmem dramat Polańskiego to właściwie już klasyka lat 90. Dwie pary, których losy skrzyżuje podróż luksusowym statkiem staną przed obliczem wielkiej i niebezpiecznej namiętności. Dobór aktorów co najmniej nieoczywisty: epatująca seksapilem Emmanuelle Seigner próbuje uwieść Hugh Granta, a przyglądają się temu Peter Coyote i Kristen Scott Thomas. Znakomita mieszanka melodramatu, thrilleru i erotyku. I to z przesłaniem, które łatwo wywnioskować: niewierność nie popłaca.

poniedziałek, 16 lutego 2015

ZRYTE RECENZJE VOL.13: Z tych nasionek wyrósł dobry kryminał, czyli o filmie "Ziarno prawdy" słów kilka.

Ostatnio o panu Miłoszewskim (także autorze scenariusza) zrobiło się głośno z co najmniej trzech powodów: jego ostatnia książka pod tytułem "Gniew" okazała się nie lada sukcesem wydawniczym, autor odebrał niedawno Paszport Polityki, śląc przy tym cierpkie słowa pod adresem obecnych na gali rozdania polityków, a kulminacyjnym pretekstem do rozmów o pisarzu stała się premiera "Ziarna prawdy", drugiej adaptacji jego prozy, po niezbyt udanym "Uwikłaniu" z 2011 roku. Wychodzi na to, że Sandomierz to taki polski odpowiednik amerykańskich miast, w których dochodzi do największych i najbardziej makabrycznych zbrodni, to tutaj bowiem autor usytuował całą intrygę, której z bliska przygląda się zimny jak głaz prokurator Teodor Szacki. Wychodzi też na to, że pan Borys Lankosz wyczuł klimat klasycznego czarnego kryminału i nie spoczął na laurach po znakomitym "Rewersie" z 2009. Książki co prawda jeszcze nie czytałem, więc nie będę z nią filmu porównywać, ale jeśli jest jeszcze mroczniejsza niż film (w co szczerze wierzę) to obiecuję, że nadrobię. Zresztą jeśli nie będę się w stanie sam do tego zmusić, to prędzej czy później przekona mnie do tego twarz Roberta Więckiewicza zerkająca z okładki książki w każdej możliwej księgarni. Akcja marketingowa w przypadku tego tytułu stanowczo robi swoje, a na "Ziarno prawdy" uderza do kin zadowalająca ilość osób o czym przekonałem się podczas wyświetlania w moim mieście w ramach objazdowego Kina Orange. Dobra, dość już tego przydługiego wstępu, pozwólcie, że przejdę do fabuły. 

Tego pana raczej nie polubicie. Ale nie przejmujcie się, on siebie samego zapewne też nie lubi.

sobota, 14 lutego 2015

ZRYTE RECENZJE VOL 12: Pięćdziesiąt powodów, dla których nie ma sensu oglądać "Pięćdziesięciu twarzy Greya".

OKEJ moi drodzy. Wygraliście. Pomad 150 osób na fanpage chciało przeczytać recenzję "najbardziej oczekiwanej premiery tego roku" czy jakoś tak. Z tytułu recenzji możecie wywnioskować, że mi się nie podobało. Z tytułu tej recenzji możecie wywnioskować, że podam Wam 50 powodów by tego "dzieła" nie oglądać. By nie marnować swoich  dwóch cennych  godzin życia (i czterech minut! W tym czasie można całkiem sporo zrobić) na oglądanie ekranizacji opowieści tak niskiego sortu, że powinna leżeć gdzieś między harlekinami, a książką telefoniczną. W postrzeganiu tego "fenomenu" pomaga geneza jego powstania: "Grey" jest przerobionym fanfikiem "Zmierzchu" (dla niewtajemniczonych: opowieść bazująca na danej historii napisana przez fanatyka serii często erotyczna, w tym przypadku za punkt wyjścia posłużyły figle Edka i Belli), która to powieść jest przetoporna i właściwie opowiada o niczym. Tymczasem stoicie przed możliwością zobaczenia bardzo złego filmu na podstawie bardzo złej książki, w której to bohaterowie mizdrzą się do siebie mając miny srających w puszczy kotów. Naprawdę chcecie oglądać produkcję, w której bohaterowie są tak płascy i stereotypowi, że powinni unosić się od podmuchu najsłabszego wiaterku? Naprawdę chcecie obejrzeć filmiszcze, do którego nie przyznaje się środowisko BDSM-owskie, uważając za kłamliwe i płytkie, w najlepszym wypadku nieplanowanie śmieszne? Pozwólcie, że podzielę się z Wami 50 powodami do odpuszczenia sobie seansu. Pozwólcie, że będę się trzymać bezczelnej wersji, że ten tekst jest recenzją, tak jak utrzymuje się, że "Pisiąt tfarzy" jest literaturą, a jego adaptacja melodramatem. Zapraszam do czytania!


"Stwierdziłem, że to co się między nami dzieje nie ma sensu. Za chwilę po prostu wyjebię Cię przez okno"

środa, 11 lutego 2015

Całe życie z wariatami czyli o 10 współczesnych ekranowych pomyleńcach słów kilka (część pierwsza)

Jakże dobrze jest powrócić po dłuższej przerwie na bloga, ze świadomością, że ma się tyyyyyle rzeczy do napisania. Po jakże zaciętej walce o dostanie się do finałowej 10 walczących o tytuł Blog Roku 2014 pozostało mi bardzo dużo refleksji, które z pewnością skatalizuję za dni kilka w dziale "Stanley ględzi" (dawno go nie było czyż nie?). Tymczasem jednak wpis, który pojawił się w mojej głowie już dawno temu, który postanowiłem zrealizować przy okazji prośby mojego znajomego poszukującego materiałów do swojej maturalnej prezentacji ("Motyw szaleństwa w literaturze i filmie"). Pozwoliłem sobie w nim pominąć panów takich jak Patrick Bateman czy Donnie Darko, gdyż w kolejnych częściach cyklu coraz bardziej będę cofać się w czasie i wtedy ich omówię. Tymczasem zestawienie dziesięciu bohaterów którzy przyprawiali nas o zawał w latach 2004 - 2014 (kilku oczywiście brakuje, ale jeszcze będzie o nich mowa). Z uwzględnieniem bardzo ciekawego bohatera, którego jeszcze raczej nie mieliście okazji oglądać na ekranie. W tej części skupiam się na bohaterach rodem z dzieł amerykańskich, w drugiej postaram się przybliżyć demoniczne panie, w trzeciej natomiast pojawią się bohaterowie z filmów europejskich. Zapraszam do czytania! 

JOHN KRAMER aka JIGSAW (Piła I - VII, 2004 - 2010)

Seria, która doczekała się tyleż samo zwolenników co przeciwników obrodziła w bardzo ciekawego choć z części na część coraz bardziej banalnego bohatera, który twierdzi, że jego misja ma zbawienny wpływ na ludzi. Wyłapując grzeszników i testując w wymyślnych pułapkach Jigsaw wypełnia swoją wizję, której nie przekreśla zżerająca go choroba. Kiedy jego żywot dobiega krwawego końca znajdują się jego poplecznicy, uczniowie, byłe ofiary, które zainspirowane jego poczynaniami przeinaczają zasady gier i zaczynają budować pułapki bez wyjścia. Ostatecznie jednak postać Kramera jest na tyle intrygująca, że warto ją wymienić w tej części artykułu. Tobin Bell gra przekonująco i czasem zastanawiam się ile swojej prawdziwej filozofii życia aktor mógł tchnąć w ekranowego "mordercę-nie-mordercę".

wtorek, 3 lutego 2015

SOUNDTRACKOWO #02

Zakładam, że wszyscy doskonale wiecie do jakiego filmu LB przygotowało jeden ze swoich największych hitów? 

Pierwsza część Soundtrackowo najwyraźniej przypadła Wam do gustu, co bardzo mnie cieszy, bo kawałków, o których mogę Wam tu nieco opowiedzieć mam całkiem sporo w zanadrzu. Podpowiem niezorientowanym, że omawiam w tym dziale kawałki zainspirowane filmami i serialami, bądź po prostu umieszczone na soundtrackach na tyle skutecznie, że od razu kojarzą się z danym tytułem. Zapraszam do zapoznania się z pięcioma kolejnymi numerami! 

#06. BJÖRK & PETER STORMARE - I've Seen It All. Piosenka pochodzi rzecz jasna z klasycznego już dzieła Larsa von Triera z 2000 roku pod tytułem Tańcząc w ciemnościach. Piosenkarka wcieliła się w tracącą wzrok Selmę poszukującą funduszów na ratowanie zdrowia swojego syna, które również dopada postępująca ślepota. Film jest znakomitym połączeniem dramatu z musicalem, artystka ponoć nie wspomina dobrze współpracy z reżyserem i od czasu premiery nie uświadczyliśmy jej później na ekranie.

niedziela, 1 lutego 2015

25 najgorszych polskich filmów, czyli THE WORST OF 1994 - 2014.

Wydawać by się mogło, że przez ostatnich kilka lat polskie kino stoczyło się do rynsztoka, a na polskie filmy już nikt do kina nie chodzi. BŁĄD. Po prostu dokonania polskich filmowców są komentowane przez pryzmat kampanii promocyjnych strasznie tandetnych gówien, na które jacyś szaleńcy wykładają hajs i cieszą się, że gawiedź gustu pozbawiona drepcze masowo na te pożal się Boże gnioty, które pokazują wyidealizowane historyjki miłosne, albo durne stylizowane na amerykańskie, bądź co gorsze brytyjskie (!!!) komedie sensacyjne. Polski horror leży i kwiczy, polski thriller... cóż tu sprawa ma się nieco inaczej, bo zależy w jakich kategoriach taki "Dom zły" czy "Pokłosie" rozpatrywać. Ale o dobrych filmach będzie w lustrzanym wpisie poświęconym 30 najlepszym moim skromnym zdaniem produkcjom jakie zaserwowano nam dawno i niedawno. A tymczasem lista absolutnego chłamu, którego powinniście unikać. Wierzcie lub nie, jeśli ktoś wręczy Wam DVD z którymś z tych dzieł to znaczy to jedno: życzy Wam raka, ewentualnie eboli lub "wypadku" w drodze do pracy czy domu. Takiemu "kinu" mówię stanowcze NIE! W zestawieniu pozwoliłem sobie pominąć wszelakie komedie romantyczne, muzyczne, syfilistyczne i silenie się na robienie komedii sensacyjnych bądź dokładanie do znanych tytułów numeru 2. Było z czego wybierać, pewnie części z Was czegoś tam będzie brakować, a ktoś się obruszy, że ze dwóch filmów nie skumałem i że jestem na nie za głupi. Cóż, nie moja to  sprawa, miłego czytania. 

P.S. Filmy są ułożone w porządku CHRONOLOGICZNYM!


25.OCZY NIEBIESKIE (1994, reż. Waldemar Szarek). Nic się tak właściwie w tym filmie nie dziej. Ciągnie się jak flaki z olejem, historia jest absolutnie nieinteresująca i sztampowa. Jest sobie parka, jej matka się nie zgadza by spotykała się z typem. I tak całość się kręci wokół tego ich związku. Za całość odpowiada pan Waldek S, współtwórca sukcesów  Barw szczęścia, M jak miłość czy Na dobre i na złe. Unikajcie też jego Spony i koszmarnego, szkolnego To my.

środa, 28 stycznia 2015

SOUNDTRACKOWO #01

Jakim filmem inspirowała się grupa Cult Of Luna tworząc swój ostatni album? Dowiecie się poniżej!

Nowy dział moi drodzy, którego mam nadzieję nie zaniedbam! Będę w nim podrzucać Wam utwory, które pojawiały się na ścieżkach dźwiękowych do znanych lub mniej znanych produkcji lub były inspirowane filmowymi i serialowymi klasykami. W każdym odcinku będziecie otrzymywać pięć piosenek wybranych przeze mnie wykonawców z różnych muzycznych bajek. Miłego czytania i słuchania życzę! 

#01. P.O.D. - Sleeping Awake. Kawałek pochodzi z soundtracku do filmu Matrix: Reaktywacja (2003). Grupa Sonny'ego postarała się o teledysk nawiązujący do fabuły kontynuacji dzieła rodzeństwa Wachowskich. Najlepszy moment klipu? Kiedy wokalista przestawia klocki ("ONE" = "NEO"). Utwór pochodzi z albumu Payable on Death z 2003 roku. 

wtorek, 27 stycznia 2015

Kto stworzył to gówno?! Czyli o najgorszych reżyserach słów kilka.

Ktoś kiedyś mi wróżył, że na takiej (filmowej konkretnie) tematyce bloga długo nie pociągnę, tymczasem mam coraz więcej pomysłów na wpisy, coraz więcej zapoczątkowanych i odstawionych na bok postów, działów, które aż krzyczą o kontynuację, a i recenzji by się więcej przydało, bo jak mówią statystyki całkiem chętnie je czytacie. Na blogu od czasu do czasu poświęcam miejsce znanym bądź mniej znanym reżyserom i dziś do tego typu wpisu chciałbym powrócić. Nie znalazłem bowiem zbyt wielu publikacji o twórcach, którzy bezwstydnie czynią z filmowej materii kupę uwiecznioną na taśmie. A trochę uwagi im się należy, nie tyle w ramach przestrogi by zaprzestali, bo raczej sobie tego do serca nie wezmą, co raczej byście wiedzieli jakich filmów, sygnowanych konkretnymi nazwiskami unikać, lub też oglądać tylko pod wpływem dużych ilości substancji odurzających bądź rozweselających. Zapraszam do czytania!

EDWARD D. WOOD JR

Najbardziej znany z: Plan dziewięć z kosmosu, Narzeczona potwora, Noc upiorów, Glen czy Glenda. Guru filmowych psujoków. W sumie jego drewniane nazwisko zobowiązywało do tworzenia tego typu złego kina. Ale żeby aż tak? Co ten Bela Lugosi ćpał, że występował w jego produkcjach? Bozia raczy wiedzieć. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o tym osobniku to odpalcie dzieło Ed Wood" Tima Burtona, w którym w rolę tytułową wciela się Johnny Depp.

niedziela, 25 stycznia 2015

Każdemu to na co zasłużył, czyli o trzynastym, finałowym odcinku American Horror Story: Freak Show słów kilka.

Niektórzy bardzo narzekali na ten sezon. Że nudny, że mało straszny, że się twórcy powtarzają i formuła wypalona do cna. Mnie znacznie bardziej uwierał sezon trzeci. Co chwilę ktoś zmartwychwstawał, mścił się na kimś, podkładał mu świnię i tak dalej. Błędne, choć całkiem sympatyczne koło się z tego zrobiło. "Freak Show" dział się natomiast w czasach poprzedzających "Asylum" i w kilku miejscach z nim korespondował. A jeśli ktoś nie przepadał za deformacjami, psychopatycznymi mordercami i brzuchomówcami to mógł uznać ten sezon na momentami nawiedzony i przerażający. Finał opowieści o cyrku dziwów Elzy Mars na moje oko otrzymał sensowne zakończenie z domkniętymi prawie wszystkimi najważniejszymi wątkami (nie wiadomo cóż stało się z Chesterem i Stanleyem, widocznie twórcy uznali to za sprawę drugorzędną). Pozostali bohaterowie otrzymali właściwie taki los na jaki zasłużyli, choć w kontekście pierwszych scen może to brzmieć kontrowersyjnie. Zresztą przeczytajcie sami i skonfrontujcie się z moim punktem widzenia. 

Kibicowałem by przeżyły do samego końca. Uffff, udało się.

sobota, 24 stycznia 2015

ZRYTE RECENZJE VOL.11: Popularność to tylko marna kuzynka prestiżu, czyli o filmie "Birdman" słów kilka.

Alejandro González Iñárritu przyzwyczaił nas do nieco innej narracji swoich filmów i ciężkiej, dusznej tematyki pielęgnowanej w "Amores Perros", "21 gramach" czy "Babel". Wszystkie te filmy były cegiełkami budującymi karierę tego meksykańskiego twórcy, w sierpniu zeszłego roku zdolniacha dołożył kolejną uderzając z zupełnie innej,  nieco bardziej komediowej flanki. Nie jest to jednak film, na którym można się brechtać non stop, Keaton nie gra postaci w jakikolwiek sposób podobnej do Żukosoczka czy Batmana, a cały humor wynika z sytuacji piętrzących się między bohaterami i stopnia ich zażyłości. No i od aktywności Birdmana, tkwiącego w głowie Riggana Thomsona, agresywnego alter ego bohatera odzianego w kostium jego roli życia. Trailer może zwodzić i sugerować film o czymś zupełnie innym niż jest, i bardzo dobrze, jeśli część widzów da się nabrać to pójdzie na najlepszą, moim zdaniem rzecz jasna, ucztę ostatnich miesięcy. Dlaczego? Odpowiedź macie poniżej. 

"Birdman" udowadnia starą życiową prawdę, że sukces jest ulotny, popularność z dnia na dzień może przeminąć, a odbudowywanie nadszarpniętej reputacji może stać się niezdrową obsesją.

czwartek, 22 stycznia 2015

ZRYTE RECENZJE VOL.10: Konstrukcja mikrokosmosu, czyli o filmie "Wyspa kukurydzy" słów kilka.

Przeciętny zjadacz chleba raczej nie przepada za tego typu kinem. Traktując filmy jako źródło rozrywki może uznać "Wyspę kukurydzy" za zwyczajnie nudną i o niczym. W gruzińskim kandydacie do Oscara (jak już wiadomo nie zdobył nominacji w oczekiwanej kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego) dzieje się bowiem niewiele, słychać zresztą też nie za dużo, bohaterowie bowiem prawie zupełnie ze sobą nie rozmawiają. Nie jest to dzieło dla każdego, ale uważny, wprawiony kinoman, szczególnie zakochany w kinie niezależnym znajdzie w nim całkiem sporo dla siebie. Także jeśli liczycie na górnolotne dialogi, wartką akcję, seks wielką przemoc i grubsze filozoficzne rozkminy to sobie darujcie. Jeśli natomiast lubicie dzieła oferujące piękne widoki, techniczne dopracowanie i przede wszystkim metafory odnoszące się do życia każdego bez wyjątku człowieka to śmiało kontynuujcie czytanie tego tekstu. 

Film oferuje naprawdę piękne zdjęcia i bardzo dobry montaż. Sama historia jest tu pretekstem do wyłapywania prostych acz skutecznych metafor na temat naszego życia.

środa, 21 stycznia 2015

ZRYTE RECENZJE VOL.9: Beztalencia grają w zespołach rockowych, czyli o filmie "Whiplash" słów kilka.

Nad fenomenem tego dzieła będą się ludziska głowić jeszcze długie, długie miesiące. Oto bowiem rozgłos nielichy, bo aż pięcioma nominacjami do Oscara uzyskała historia dziejąca się w świecie właściwie dwóch ludzi. Utalentowanego perkusisty Andrewa (Miles Teller) i jego niezrównoważonego nauczyciela Fletchera (J. K. Simmons). Między uczniem a mistrzem sypią się przez cały seans iskry, uderzają wzajemnie w swoje najczulsze punkty, prowokują się i drą ze sobą przysłowiowe koty. A świadkiem tego pojedynku jest widz, który w zależności od przyjętej perspektywy odnajdzie w tym dziele pożywkę dla ciała i duszy lub zupełnie nie pojmie fenomenu produkcji. Pozwólcie, że bliżej przyjrzę się małemu wielkiemu filmowi, który narozrabiał i namącił w głowach niejednemu kinomaniakowi. 

Niby nie jest to thriller, a iskry się sypią, krew bryzga, pot cieknie a łza poleci.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

ZRYTE RECENZJE VOL.8: Wirtualna zabawa w kotka i myszkę, czyli o filmie "Who Am I" słów kilka.

Zacznę od tego, że nie zamierzam się zastanawiać nad wiarygodnością przedstawionych w filmie sytuacji. Nie znam się na hakerstwie, nie będę poddawać autentyczności sposobów jakie stosowali bohaterowie "Who Am I" do włamywania się do sieci i odwalania tych wszystkich zabawnych akcji. Od tego są specjaliści, którzy znają się na tym lepiej i za pewne w zależności od ich punktu widzenia będą obniżać lub podwyższać ocenę dzieła producentów "Życia na podsłuchu". Opowiem Wam za to jak się bawiłem obserwując nawiązania do klasycznych już filmów i  podpowiem czy cała historia ma ręce i nogi i czy warto się udać do kina. W końcu o "Whiplashu", "Birdmanie" czy "Grze tajemnic" wszyscy już wiedzą bo to wielkie produkcje, a o "Who Am I" mało kto jeszcze słyszał, mimo, że polska premiera była 9 stycznia. Biorąc pod uwagę, że to film, który z miejsca trafił do kin studyjnych tym bardziej warto bym o nim napisał, także zapraszam do czytania! 

Benjamin jest symbolem człowieka - ducha, tak w realu jak i w sieci. Film "podpowiada" nam odwieczną prawdę, że w sieci nikt nie jest anonimowy, w pełni bezpieczny i co najbardziej przerażające przez nikogo niepożądanego nieobserwowany.

sobota, 17 stycznia 2015

Tu nie będzie happy endu, czyli o dwunastym odcinku American Horror Story: Freak Show słów kilka.

Twórcy zaserwowali nam wyjątkowo syty, wręcz przekarmiający treścią widza przedostatni odcinek. Biorąc pod uwagę co się wydarzyło i w jakim tempie mogę zawyrokować, że przynajmniej kilka poprzednich epizodów było rozlazłymi zapychaczami, które w nieznacznym stopniu przesuwały fabułę do przodu. Początek odcinka dość mocno nawiązywał do kultowych "Dziwolągów" z 1932 roku, został zresztą w otwierającej scenie wspomniany. W naszych milusińskich wstąpiły mordercze instynkty i nawet sama Elza musiała ratować się ucieczką. Śmiało mogę stwierdzić, że to najlepszy epizod od czasu "Edward Mordrake part 2", i wysnuć teorię, że kreatorzy zapięli sobie finał na ostatni guzik. 

Moi mili państwo, zbliżamy się nieuchronnie do końca.

piątek, 16 stycznia 2015

OSCARY 2015, czyli czego pragnie serducho, a podpowiada rozum.

Już 22 lutego odbędzie się 87 gala rozdania Oscarów. Na ponad miesiąc przed rozdaniem statuetek chciałbym się z Wami podzielić moimi osobistymi przewidywaniami co do zwycięzców, uwagami co do samych nominacji i uwzględnić czego mi ewidentnie zabrakło. Coby było ciekawiej postanowiłem na czerwono pozaznaczać nominacje, które są bliższe mojemu serduchu i osobistym sympatiom i na niebiesko co podpowiada mi chłodna, bezduszna logika. Na zielono natomiast będę zaznaczać propozycje za którymi opowiadają się obie strony. Miłej lektury!

Chociażby ze względu na osobę prowadzącego najbliższa gala oscarowa będzie legendarna.