SZUKAJCIE A ZNAJDZIECIE

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lutego 2015

Być albo nie być żywym trupem, czyli o dziesiątym odcinku piątego sezonu "The Walking Dead" słów kilka.

Z tymi "nudniejszymi" odcinkami TWD to jest tak, że jeśli nasi bohaterowie nie naparzają się z zombiakami to przechodzą kryzysy emocjonalne, a odcinki często mają formułę metaforyczną, filozoficzną i refleksyjną, krótko mówiąc w takich epizodach uwydatnia się główna idea "Żywych trupów", zgodnie z którą jest to odcinkowiec głownie dramatyczny. Nieumarli owszem są istotnym elementem fabuły, ale to przecież historia o żywych a nie martwych co epizod "Them" dobitnie nam pokazał. Był płacz, było zgrzytanie zębami, była pozytywka i była... nowa postać. 

Bezsilność, słabość, niemal całkowite poddanie się i zniechęcenie do życia. Nasi bohaterowie stanęli w obliczu martwego punktu i śmierci z głodu i pragnienia. 

środa, 18 lutego 2015

ZRYTE RECENZJE VOL.14: Odcięte głowy trzymane w lodówce, czyli o filmie "Głosy" słów kilka.

Przyznam, że nie spodziewałem się, że ten dzień nastąpi tak szybko. Oto przychodzi mi zrecenzować Wam pierwszy w pełni patronowany przez blog Filmy, Które Ryją Banie Zbyt Mocno film "Głosy" (premiera już 27.02!), którego polskim dystrybutorem jest Rebel Rebel (mają na swoim koncie promocję zeszłorocznego "Gościa", "Łowcy trolli"  i kultowej "Morderczej opony"). Oni zaufali mi, ja zaufałem im i tym samym na plakacie pojawiło się logo jakże lubianej przez Was strony. Pierwsze sygnały na temat tego dzieła napawały mnie ciekawością ale i nieufnością - Ryan Reynolds nie jawił mi się nigdy jako wielce wszechstronny aktor, Gemma Arterton i Anna Kendrick wciąż wrabiają sobie pozycję w światku filmowym i pojawiają się nie zawsze w produkcjach wysokich lotów, najbardziej przemówiła do mnie postać reżyserki Marjane Satrapi, która dała światu znakomite "Persepolis" i "Kurczaka ze śliwkami". Jak się okazało po seansie Rebel Rebel idealnie trafiło w mój gust, a film przy odpowiednim nastawieniu nie dość, że może zryć banię to jeszcze zmusić do solidnej refleksji. Jakiej? Cóż, pozostaje Wam się wgryźć w dalszą część tekstu. 

Bardzo lubię Jerry'ego. Mam z nim tylko jeden problem - jest mordercą i schizofrenikiem.

sobota, 14 lutego 2015

ZRYTE RECENZJE VOL 12: Pięćdziesiąt powodów, dla których nie ma sensu oglądać "Pięćdziesięciu twarzy Greya".

OKEJ moi drodzy. Wygraliście. Pomad 150 osób na fanpage chciało przeczytać recenzję "najbardziej oczekiwanej premiery tego roku" czy jakoś tak. Z tytułu recenzji możecie wywnioskować, że mi się nie podobało. Z tytułu tej recenzji możecie wywnioskować, że podam Wam 50 powodów by tego "dzieła" nie oglądać. By nie marnować swoich  dwóch cennych  godzin życia (i czterech minut! W tym czasie można całkiem sporo zrobić) na oglądanie ekranizacji opowieści tak niskiego sortu, że powinna leżeć gdzieś między harlekinami, a książką telefoniczną. W postrzeganiu tego "fenomenu" pomaga geneza jego powstania: "Grey" jest przerobionym fanfikiem "Zmierzchu" (dla niewtajemniczonych: opowieść bazująca na danej historii napisana przez fanatyka serii często erotyczna, w tym przypadku za punkt wyjścia posłużyły figle Edka i Belli), która to powieść jest przetoporna i właściwie opowiada o niczym. Tymczasem stoicie przed możliwością zobaczenia bardzo złego filmu na podstawie bardzo złej książki, w której to bohaterowie mizdrzą się do siebie mając miny srających w puszczy kotów. Naprawdę chcecie oglądać produkcję, w której bohaterowie są tak płascy i stereotypowi, że powinni unosić się od podmuchu najsłabszego wiaterku? Naprawdę chcecie obejrzeć filmiszcze, do którego nie przyznaje się środowisko BDSM-owskie, uważając za kłamliwe i płytkie, w najlepszym wypadku nieplanowanie śmieszne? Pozwólcie, że podzielę się z Wami 50 powodami do odpuszczenia sobie seansu. Pozwólcie, że będę się trzymać bezczelnej wersji, że ten tekst jest recenzją, tak jak utrzymuje się, że "Pisiąt tfarzy" jest literaturą, a jego adaptacja melodramatem. Zapraszam do czytania!


"Stwierdziłem, że to co się między nami dzieje nie ma sensu. Za chwilę po prostu wyjebię Cię przez okno"

piątek, 13 lutego 2015

Jak złamać serce widza w mniej niż 45 minut, czyli o dziewiątym odcinku piątego sezonu "The Walking Dead" słów kilka.

W końcu nadszedł ten wspaniały dzień, w którym mogę powrócić do dzielenia się w Wami odczuciami po obejrzeniu kolejnego odcinka piątego sezonu "The Walking Dead". A było to mocno dramatyczne otwarcie, takich epizodów często w tym serialu nie doświadczamy. Bohaterowie próbują się pozbierać po niespodziewanym "odstrzale" Beth, każdy czuje się winny, a najbardziej Noah, który miał być kartą przetargową podczas spotkania w szpitalu. Odcinek jednak nie skupia się pokazaniu targających grupą Ricka emocji, a widziany na początku odcinka pogrzeb okazuje się dotyczyć innej osoby niż wszyscy myśleli. Jeśli więc nie oglądaliście odcinka dziewiątego to nie czytajcie dalej bo wpis jest jednym wielkim spojlerem, nie sposób byłoby mi omówić targające mną uczucia nie poruszając przy tym losów postaci, którą pożegnaliśmy tym razem. 

Wyszukanie wszystkich smaczków i easter eggów w TWD mogłoby mi zająć dużo czasu. Dead End zdaje się tu wisieć nie przypadkowo. 

niedziela, 25 stycznia 2015

Każdemu to na co zasłużył, czyli o trzynastym, finałowym odcinku American Horror Story: Freak Show słów kilka.

Niektórzy bardzo narzekali na ten sezon. Że nudny, że mało straszny, że się twórcy powtarzają i formuła wypalona do cna. Mnie znacznie bardziej uwierał sezon trzeci. Co chwilę ktoś zmartwychwstawał, mścił się na kimś, podkładał mu świnię i tak dalej. Błędne, choć całkiem sympatyczne koło się z tego zrobiło. "Freak Show" dział się natomiast w czasach poprzedzających "Asylum" i w kilku miejscach z nim korespondował. A jeśli ktoś nie przepadał za deformacjami, psychopatycznymi mordercami i brzuchomówcami to mógł uznać ten sezon na momentami nawiedzony i przerażający. Finał opowieści o cyrku dziwów Elzy Mars na moje oko otrzymał sensowne zakończenie z domkniętymi prawie wszystkimi najważniejszymi wątkami (nie wiadomo cóż stało się z Chesterem i Stanleyem, widocznie twórcy uznali to za sprawę drugorzędną). Pozostali bohaterowie otrzymali właściwie taki los na jaki zasłużyli, choć w kontekście pierwszych scen może to brzmieć kontrowersyjnie. Zresztą przeczytajcie sami i skonfrontujcie się z moim punktem widzenia. 

Kibicowałem by przeżyły do samego końca. Uffff, udało się.

sobota, 24 stycznia 2015

ZRYTE RECENZJE VOL.11: Popularność to tylko marna kuzynka prestiżu, czyli o filmie "Birdman" słów kilka.

Alejandro González Iñárritu przyzwyczaił nas do nieco innej narracji swoich filmów i ciężkiej, dusznej tematyki pielęgnowanej w "Amores Perros", "21 gramach" czy "Babel". Wszystkie te filmy były cegiełkami budującymi karierę tego meksykańskiego twórcy, w sierpniu zeszłego roku zdolniacha dołożył kolejną uderzając z zupełnie innej,  nieco bardziej komediowej flanki. Nie jest to jednak film, na którym można się brechtać non stop, Keaton nie gra postaci w jakikolwiek sposób podobnej do Żukosoczka czy Batmana, a cały humor wynika z sytuacji piętrzących się między bohaterami i stopnia ich zażyłości. No i od aktywności Birdmana, tkwiącego w głowie Riggana Thomsona, agresywnego alter ego bohatera odzianego w kostium jego roli życia. Trailer może zwodzić i sugerować film o czymś zupełnie innym niż jest, i bardzo dobrze, jeśli część widzów da się nabrać to pójdzie na najlepszą, moim zdaniem rzecz jasna, ucztę ostatnich miesięcy. Dlaczego? Odpowiedź macie poniżej. 

"Birdman" udowadnia starą życiową prawdę, że sukces jest ulotny, popularność z dnia na dzień może przeminąć, a odbudowywanie nadszarpniętej reputacji może stać się niezdrową obsesją.

czwartek, 22 stycznia 2015

ZRYTE RECENZJE VOL.10: Konstrukcja mikrokosmosu, czyli o filmie "Wyspa kukurydzy" słów kilka.

Przeciętny zjadacz chleba raczej nie przepada za tego typu kinem. Traktując filmy jako źródło rozrywki może uznać "Wyspę kukurydzy" za zwyczajnie nudną i o niczym. W gruzińskim kandydacie do Oscara (jak już wiadomo nie zdobył nominacji w oczekiwanej kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego) dzieje się bowiem niewiele, słychać zresztą też nie za dużo, bohaterowie bowiem prawie zupełnie ze sobą nie rozmawiają. Nie jest to dzieło dla każdego, ale uważny, wprawiony kinoman, szczególnie zakochany w kinie niezależnym znajdzie w nim całkiem sporo dla siebie. Także jeśli liczycie na górnolotne dialogi, wartką akcję, seks wielką przemoc i grubsze filozoficzne rozkminy to sobie darujcie. Jeśli natomiast lubicie dzieła oferujące piękne widoki, techniczne dopracowanie i przede wszystkim metafory odnoszące się do życia każdego bez wyjątku człowieka to śmiało kontynuujcie czytanie tego tekstu. 

Film oferuje naprawdę piękne zdjęcia i bardzo dobry montaż. Sama historia jest tu pretekstem do wyłapywania prostych acz skutecznych metafor na temat naszego życia.

środa, 21 stycznia 2015

ZRYTE RECENZJE VOL.9: Beztalencia grają w zespołach rockowych, czyli o filmie "Whiplash" słów kilka.

Nad fenomenem tego dzieła będą się ludziska głowić jeszcze długie, długie miesiące. Oto bowiem rozgłos nielichy, bo aż pięcioma nominacjami do Oscara uzyskała historia dziejąca się w świecie właściwie dwóch ludzi. Utalentowanego perkusisty Andrewa (Miles Teller) i jego niezrównoważonego nauczyciela Fletchera (J. K. Simmons). Między uczniem a mistrzem sypią się przez cały seans iskry, uderzają wzajemnie w swoje najczulsze punkty, prowokują się i drą ze sobą przysłowiowe koty. A świadkiem tego pojedynku jest widz, który w zależności od przyjętej perspektywy odnajdzie w tym dziele pożywkę dla ciała i duszy lub zupełnie nie pojmie fenomenu produkcji. Pozwólcie, że bliżej przyjrzę się małemu wielkiemu filmowi, który narozrabiał i namącił w głowach niejednemu kinomaniakowi. 

Niby nie jest to thriller, a iskry się sypią, krew bryzga, pot cieknie a łza poleci.

sobota, 17 stycznia 2015

Tu nie będzie happy endu, czyli o dwunastym odcinku American Horror Story: Freak Show słów kilka.

Twórcy zaserwowali nam wyjątkowo syty, wręcz przekarmiający treścią widza przedostatni odcinek. Biorąc pod uwagę co się wydarzyło i w jakim tempie mogę zawyrokować, że przynajmniej kilka poprzednich epizodów było rozlazłymi zapychaczami, które w nieznacznym stopniu przesuwały fabułę do przodu. Początek odcinka dość mocno nawiązywał do kultowych "Dziwolągów" z 1932 roku, został zresztą w otwierającej scenie wspomniany. W naszych milusińskich wstąpiły mordercze instynkty i nawet sama Elza musiała ratować się ucieczką. Śmiało mogę stwierdzić, że to najlepszy epizod od czasu "Edward Mordrake part 2", i wysnuć teorię, że kreatorzy zapięli sobie finał na ostatni guzik. 

Moi mili państwo, zbliżamy się nieuchronnie do końca.

niedziela, 11 stycznia 2015

Od dziecka bałem się lalek, czyli o jedenastym odcinku American Horror Story: Freak Show słów kilka.

Jeśli czytaliście jeden z moich halloweenowych wpisów to zapewne wiecie, że nie przepadam, za lalami. Kiedyś bałem się, że mi takie stworzenie trzymane na dnie szafy ożyje i będzie chciało niczym Chucky wymordować rodzinę. Twórcy AHS: Freak Show zdają sobie sprawę, że lalki budzą podświadomie grozę i wprowadzili do fabuły pod jej koniec już w sumie bohatera brzuchomówce, który może mocno narozrabiać w finale. Muszę przyznać, że był to jeden z najciekawszych, bardzo dynamicznych odcinków w sezonie. Nieco chaotyczny i skrótowy, ale ze świetnymi motywami o których słów kilka poniżej. 

Wprowadzenie świetnej nowej postaci pod koniec sezonu to dobry ruch ze strony twórców. Szczególnie jeśli na ekranie straszy nas Barney Stinson. 

niedziela, 21 grudnia 2014

Smutne życie Pepper w dwóch światach, czyli o dziesiątym odcinku American Horror Story: Freak Show słów kilka.

Swego czasu fanów AHS zelektryzowała wiadomość o tym, że wszystkie sezony są ze sobą bezpośrednio połączone nie tylko obsadą ale i przenikającymi się wątkami fabularnymi. Twórcy postarali się nam zrekompensować brak ukochanej Lily Rabe w obsadzie głównej łącząc świat znany z  Alylum z Freak Show. Pretekstem było opowiedzenie (w całości?) historii Pepper, która od początku była łącznikiem cyrku dziwów ze szpitalem psychiatrycznym Briarcliff. Także po raz pierwszy w tym sezonie otrzymaliśmy odcinek w dużej mierze wyrwany z kontekstu, skupiający się na przeszłości i przyszłości jednej postaci. Mogę więc wysnuć tezę, że dla jednych będzie to jeden z najsłabszych epizodów sezonu, dla drugich jeden z najlepszych. 

Czekaliśmy na jej powrót. Mnie usatysfakcjonował. 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Nic tak nie ożywia fabuły jak świeże trupy, czyli o ósmym odcinku American Horror Story: Freak Show słów kilka.

Nie spodziewałem się, że zamordowanie Najmniejszej Kobiety Świata pociągnie za sobą serię kolejnych zbrodni w świecie dziwolągów. Tymczasem w przeciągu ostatniego epizodu przekręciła się dwójka postaci wydająca się istotnymi dla fabuły. Po raz kolejny twórcy zaserwowali nam powód do nienawidzenia Elzy i kochania postrzelonego Dandy'ego. Muszę przyznać, że tym razem otrzymałem należytą dawkę rozrywki i zastanawiam się jak to się wszystko dalej potoczy. Także zapraszam do czytania! 


Kochani scenarzyści, nie zabijcie nam tego młodzieńca zbyt szybko. 

wtorek, 2 grudnia 2014

Opowieść o siostrach, które już nie porozmawiają, czyli o ósmym odcinku piątego sezonu "The Walking Dead" słów kilka.

Jeśli spodziewaliście się półfinału na miarę więziennego w trzecim sezonie to mogliście się rozczarować. Zresztą największa rozpierducha nastąpiła na początku tego sezonu, kiedy to nasi bohaterowie spieprzali przed kanibalami. Minęło kilka odcinków i akcja rozłożyła się na dwie nowe lokacje: kościół, który w tym epizodzie przejęły zombiaki i szpital, w którym rozegrał się ostateczny los Beth Greene. Zobaczyliśmy też bohatera, na którego pojawienie się czekałem od jego cameo w pierwszym odcinku piątego sezonu. 

Emocje na twarzy Daryla kiedy było "po wszystkim" - bezcenne.

wtorek, 25 listopada 2014

Przygotowania do rozpierduchy, czyli o siódmym odcinku piątego sezonu "The Walking Dead" słów kilka.

Jak zapewne pamiętacie w połowie poprzedniego sezonu, w odcinku ósmym Gubernator odwalił co swoje i przegrał z kretesem bo miał czołg, a nie Daryla. W przyszłym odcinku zapowiada się ostra jazda, w której nasi bohaterowie będą chcieli odbić Beth i Carol z rąk pokręconych gliniarzy co z pewnością skończy się jatką i stratami po obu stronach. Tymczasem w tym odcinku kilku bohaterów zachowywało się mocno nieostrożnie, inni zaczęli godzić się z tym, że ich misja właśnie dobiegła końca, a nasz podejrzany duchowny zaczął coś kombinować na własną rękę i pokazał, że jednak potrafi rozprawić się z zombiakiem. 

A mógł zabić. 

sobota, 22 listopada 2014

Pijaństwo, szantaże, morderstwo i Nirvana, czyli o siódmym odcinku American Horror Story: Freak Show słów kilka.

Jak zapewne część widzów zauważyła, AHS Freak Show wyhamował tempo po odcinku, w którym Mordrake zabrał ze sobą Twisty'ego. Fabuła zaczęła dreptać w miejscu, postacie przemieszczać się to tu to tam, zawiązały się nowe intrygi i gdzieś zabrakło miejsca dla prawdziwego horroru. Tak przynajmniej to widzę, odcinek rozpoczyna się dokładnie tam gdzie skończył poprzedni, w domu Dandy'ego, który musi przełknąć odejście sióstr, które w tym epizodzie wróciły do cyrku dziwów. Tym samym stały się kłopotem dla Elzy, która postanowiła w pozbycie się ich wkręcić rządnego pieniędzy Stanleya. 

Jeden z najbardziej łamiących serducho momentów tego sezonu.

wtorek, 18 listopada 2014

Daryl i Carol wypalają przeszłość, czyli o szóstym odcinku piątego sezonu "The Walking Dead" słów kilka.

Dla niektórych był to zapewne najnudniejszy odcinek z dotychczasowych. Mało akcji, mało zombiaków, odcinek pokazujący jak Carol trafiła do szpitala i w jaki sposób Daryl w towarzystwie Noah opuścił miasto. Kilka takich "nudnawych" odcinków pojawiało się w poprzednich sezonach, ten jednak był wyjątkowy pod względem ukazania cierpienia tkwiącego w głowach bohaterów, których w tym odcinku mieliśmy właściwie trójkę, jeśli nie liczyć Tyreesea pojawiającego się w jednej z retrospekcji. A te dotyczyły niedalekiej przeszłości Carol, zanim stała się prawdziwym bad-assem. 

Carol przez lata stała się jedną z moich ulubionych bohaterek. Bardzo się cieszę, że powróciła.

sobota, 15 listopada 2014

Zaufanie na ostrzu noża, czyli o szóstym odcinku American Horror Story: Freak Show słów kilka.

Trochę się ostatnio pogmatwało w fabule "Freak Show", co nie umknęło mojej uwadze. Bliźniaczki zostały przeniesione do posiadłości pokręconej mamuśki Dandy'ego, w obozie dziwolągów podejrzenia pozbycia się ich padło na Elzę, a między fałszywą wróżką a pragnącym oglądać naszych ulubieńców w formalinie wąsaczem narasta moralny konflikt. Niby nie był to przełomowy odcinek, ale pokazał jak szybko nasi bohaterowie się zmieniają i jakie rozterki tkwią w ich głowach. 

Test zaufania nie skończył się dla Paula zbyt dobrze. 

środa, 12 listopada 2014

ZRYTE RECENZJE VOL.7: Przeszczepy i papierosy, czyli o filmie "Bogowie" słów kilka.

Filmowa biografia doktora Zbigniewa Religi była jednym z bardziej oczekiwanych polskich tegorocznych produkcji i nie zawiodła oczekiwań. Dużo już o tym dziele napisano, ale skoro było mi dane niedawno film zobaczyć to pozwolę sobie dorzucić swoje trzy grosze. Nie do końca wiedziałem czego się spodziewać, bo historię tego pana znałem bardzo pobieżnie, więc po seansie poczułem się nasycony wiedzą na temat tego człowieka po same brzegi. Postać została sportretowana w sposób wybitny przez Tomasza Kota, który w ostatnich latach kojarzył się raczej z kiepskimi, wymuszonymi produkcjami. Galeria postaci drugiego i trzeciego planu świetnie ubarwiła ten obraz Polski lat 80, w którym wszyscy niemal lekarze nałogowo palili, a klinika ekscentrycznego doktora była położona w osnutym trującymi oparami z fabrycznych kominów Zabrzu. 

Tytuł filmu mógłby brzmieć "Twardziel", albo "Niezłomny", taki był bowiem ekranowy Religa.

wtorek, 11 listopada 2014

W poszukiwaniu sensu i celu , czyli o piątym odcinku piątego sezonu "The Walking Dead" słów kilka.

"The Walking Dead" bardzo się zmieniło od czasu pierwszego sezonu. Serial z survival horroru szybko przerodził się w dramat psychologiczny, w którym wybory bohaterów odzwierciedlają ich charaktery, sprawiają, że albo ich lubimy i utożsamiamy, albo pragniemy ich szybkiego zgonu w objęciach hordy nieumarłych. W odcinku zatytułowanym "Self Help" akcja skupia się na misji i przeszłości Abrahama. Twórcy serwują nam kilka flashbacków, w których dowiadujemy się co stało się z bliskimi rudzielca i jak poznał Eugene'a. Dla tych, którzy nie czytali komiksu zaskoczeniem powinien być finał odcinka, w którym dowiadujemy, że "misja Waszyngton" jest pozbawiona sensu. Pozwólcie jednak, że zacznę od początku. 

Smutno mi się zrobiło po zobaczeniu historii Abrahma, oj smutno. 

niedziela, 9 listopada 2014

ZRYTE RECENZJE VOL.5: Kosmiczno-fizyczno-uczuciowy mindfuck, czyli o filmie "Interstellar" słów kilka.

Christopher Nolan lubi przesadę, przepych i patos, tym razem trzy razy "p" zastosował bez umiaru serwując niemal trzygodzinną podróż przez Symbole, Zjawiska, Uczucia, Wymiary, Grawitację i Czas, przede wszystkim Czas. Zaznaczę od razu, że po obejrzeniu tego filmu widzowie podzielą się na kilka obozów, w pierwszym będą znajdować się będą Ci, którzy zarzucą nowemu dziełu twórcy trylogii Batmana płytkość, przewidywalność i manieryczność, w drugim zachwyceni formą i efektami specjalnymi nie do końca przekonani co do treści filmu, ale nie krytykujący go jakoś zawzięcie, w trzecim zaś Ci, którzy łykną całość bez popity i uznają "Interstellar" za jeden z najlepszych filmów w tym roku. Jako, że nalezę do osób świadomie dających się wciągnąć w filmowe banały, lubiącą zwykła, trafiającą do szarego odbiorcy symbolikę, wydaję się najbardziej pasować do grupy trzeciej, choć pewne wady rzecz jasna zauważyłem. Jednego jestem pewien na 100 procent - warto się udać do kina by wyrobić sobie własne zdanie i zobaczyć ogrom pracy włożony w produkcję. Pod względem wykonawczym to prawdziwy sztos. 

"Interstellar" to wizualny sztos. Dla jednych piękne widoki będą jedynie maskowaniem "banalnej" fabuły, dla innych uzupełnieniem manifestem nolanowskiej wyobraźni i geniuszu.