SZUKAJCIE A ZNAJDZIECIE

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Millennium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Millennium. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 lipca 2014

10 razy zryte kino po duńsku.

To już czwarty artykuł z okazji 14. Festiwalu Filmów Skandynawskich. Czytaliście więc już o Bergmanie, zrytym kinie po szwedzku i dorobku Larsa Von Triera, który z oczywistego powodu się w tym zestawie już nie pojawi. Przed Wami więc 10 perełek duńskiej kinematografii, im bardziej zrytej tym lepszej! Zapraszam do czytania! 

JABŁKA ADAMA (Adams æbler, 2005, reż. Anders Thomas Jensen). Czarny jak smoła humor, znak rozpoznawczy kina duńskiego pod postacią Madsa M. i historia opowiedziana z mądrym pozytywnym morałem. Zawsze można się zmienić, zawsze można znaleźć coś o co chce się walczyć. Nielicho nagradzany i kultowy wśród czytelników FKRBZM. Nie mogło go tu zabraknąć. 

środa, 26 marca 2014

Ameryka kontra reszta świata, czyli o "rimejkach" słów kilka.

Dzień dobry! Dziś chciałbym poświęcić trochę miejsca na blogu słowu "remake". Niektórzy nie przyjmują do wiadomości jego istnienia twierdząc, że to po prostu nowa wizja reżysera, ponowne chwycenie za temat, szczególnie jeśli jego źródłem nie jest scenariusz oryginalny, tylko adaptowany. Idąc tym tropem moglibyśmy otrzymać już kilka wersji "Zielonej Mili", "Forresta Gumpa", czy "Lotu nad kukułczym gniazdem". Pytanie brzmi: PO CO? Po cholerę takie cudowanie. Każdy z tych filmów ma swoich zwolenników i przeciwników, ale to nie znaczy od razu, że trzeba poprawiać coś co stało się kanonem. Natomiast takich filmów jak "Niesamowity Spider-Man" czy "Batman: Początek" nie można nazwać rimejkami jako, że jest to nowe spojrzenie na serię (w tym przypadku komiksów) ciągłą, owszem mającą ten sam punkt wyjścia co starsze filmy (a więc dzieła Raimiego i Burtona) ale opowiedzianą zupełnie na nowo. I na taki zabieg też ma swoją nazwę a mianowicie reboot. Skoro więc amerykańscy twórcy rzadko sięgają po rzeczy z własnego podwórka (a dlaczego rzadko? Niech "dobrym" przykładem będzie Gus van Sant, który z niewiadomych przyczyn chciał odtworzyć "Psychozę" Hitchcocka pod polskim tytułem "Psychol" z roku 1988, który został zjedzony przez krytykę) to dlaczego by nie zerknąć do sąsiadów.

Cały czas zastanawiam się po co to Gusowi było.