SZUKAJCIE A ZNAJDZIECIE

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Ring. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Ring. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 grudnia 2014

25 horrorów wszech czasów według FKRBZM na 25 urodziny Stanleya.

Dzisiejszy artykuł otworzy dziesiątkę tekstów z cyklu "25... wszech czasów", które zaserwuję Wam z okazji moich 25 urodzin. Ćwierć wieku na karku to niby nie dużo, ale taka ładna okazja nie powinna się obejść bez niczego. Średnio co dwa, trzy dni będzie ukazywać się nowe zestawienie poświęcone tematykom bardziej i mniej w kinie eksploatowanym. Rzecz jasna teksty, które zapowiadałem Wam w poprzednich miesiącach mam na uwadze, po prostu jeszcze nie miałem czasu na ich realizację, a tu nagle przyszedł grudzień i się musiałem zabrać za urodzinowo-świąteczne zestawienia. Mam nadzieję, że Wam się spodobają, będziecie je udostępniać i komentować. Zapraszam Was póki co do zapoznania się z moją subiektywną listą horrorów wszech czasów ułożoną chronologicznie według dat, lub w przypadku takiego samego roku produkcji wedle mojego większego uznania dla tytułu. Miłego czytania! 

25.PIŁA (Saw, 2004, reż. James Wan). Można się właściwie spierać czy "Piła" to jeszcze horror czy tylko thriller z elementami gore, nie da się jednak ukryć, że twórcy wygrali pomysłem na czarny charakter pod postacią Jigsawa, który jest postacią dość niejednoznaczną. Szkoda, że franczyza rozmieniła się na drobne i w kolejnych odsłonach serwowano nam już krwawe powtórki z rozrywki. Jedynka miała znakomity, klaustrofobiczny klimat, niesamowity finał i stawiała przed nami lustro, które pytało nas czy jesteśmy na tyle dobrymi ludźmi, że nigdy nie trafilibyśmy do takiej pułapki jak główni bohaterowie. Do tego jeszcze świetna ścieżka dźwiękowa i mamy film, który jest już dla wielu, w tym dla mnie, współczesnym klasykiem grozy.

środa, 26 marca 2014

Ameryka kontra reszta świata, czyli o "rimejkach" słów kilka.

Dzień dobry! Dziś chciałbym poświęcić trochę miejsca na blogu słowu "remake". Niektórzy nie przyjmują do wiadomości jego istnienia twierdząc, że to po prostu nowa wizja reżysera, ponowne chwycenie za temat, szczególnie jeśli jego źródłem nie jest scenariusz oryginalny, tylko adaptowany. Idąc tym tropem moglibyśmy otrzymać już kilka wersji "Zielonej Mili", "Forresta Gumpa", czy "Lotu nad kukułczym gniazdem". Pytanie brzmi: PO CO? Po cholerę takie cudowanie. Każdy z tych filmów ma swoich zwolenników i przeciwników, ale to nie znaczy od razu, że trzeba poprawiać coś co stało się kanonem. Natomiast takich filmów jak "Niesamowity Spider-Man" czy "Batman: Początek" nie można nazwać rimejkami jako, że jest to nowe spojrzenie na serię (w tym przypadku komiksów) ciągłą, owszem mającą ten sam punkt wyjścia co starsze filmy (a więc dzieła Raimiego i Burtona) ale opowiedzianą zupełnie na nowo. I na taki zabieg też ma swoją nazwę a mianowicie reboot. Skoro więc amerykańscy twórcy rzadko sięgają po rzeczy z własnego podwórka (a dlaczego rzadko? Niech "dobrym" przykładem będzie Gus van Sant, który z niewiadomych przyczyn chciał odtworzyć "Psychozę" Hitchcocka pod polskim tytułem "Psychol" z roku 1988, który został zjedzony przez krytykę) to dlaczego by nie zerknąć do sąsiadów.

Cały czas zastanawiam się po co to Gusowi było.