Dziś spróbuję obalić tezę, że Japonia to "ciota i chuj". Nie udowodnię natomiast, że jaranie się nią to nie "pedalstwo", gdyż sam się nią nie jaram. Po prostu widzę, że niektóre filmy animowane z Kraju Kwitnącej Wiśni są bardzo dobre. I tyle. I moim zadaniem jest je po prostu wskazać. Zapraszam do czytanki i zaznaczam, że kolejność filmów jest totalnie przypadkowa.
SPIRITED AWAY: W KRAINIE BOGÓW (2001, reż. Hayao Miyazaki)
Trzeba być bardzo upartym i odpornym na japońszczyznę by choć raz o tym filmie nie słyszeć. Nagrodzona Oscarem animacja mistrza Miyazakiego, która nawiązuje do takich klasyków jak "Alicja w krainie czarów" czy "Czarnoksiężnika z krainy Oz". To piękna baśniowa opowieść o dziewczynce szukającej lekarstwa dla swoich przemienionych w świnie rodziców. Od tego filmu polecam zapoznawanie się z japońską animacją każdemu w temacie totalnie zielonemu.
