Bez ściemniania przyznam, że pomysł na ten tekst przyszedł mi do głowy przy okazji konkursu na Zblogowani.pl. "A kto to jest Bloger?" pyta główne hasło zabawy i kiedy je zobaczyłem zacząłem się zastanawiać jaką misję sobie sam jakiś czas temu wyznaczyłem. Czy w dobie wujka Google jestem potrzebny? Czy Filmweb załatwia za mnie całą robotę i gdybym nagle zniknął to ktoś by się przejął? Dla części czytelników wciąż mogę być osobą anonimową, która klepie sobie tutaj i na fanpage co jej do głowy przyjdzie. Teoretycznie taki bloger filmowy stoi oczko niżej od kwalifikowanego recenzenta i krytyka filmowego. Jest różnica pomiędzy tym jak o filmach opowiada Zwierz Popkulturalny, Kominek, Masochista na swoich blogach/vlogach a merytorycznie brzmiącym Tomaszem Raczkiem chociażby czy recenzentami z Filmwebu. Coś jednak sprawia, że udało mi się przyciągnąć obecnie ponad 24 tysiące potencjalnych czytelników, mimo, że blog jest prosty, nieco archaiczny, a sporo rzeczy dzieje się poza nim na fanpage. Mówią, że pisać umiem, choć zjadam przecinki i inne błędy robię. Mówią, że podobnie do mnie myślą na temat porytych filmów, których szukają zaciekle i co jakiś czas dostają podziękowania za podrzucenie nowego tytułu. Skromnie uważam, że nie robię niczego specjalnego choć kiedy spojrzałem na swoją pracę z perspektywy czytelnika parę rzeczy wyszło na powierzchnię i w pewnym sensie zrozumiałem dlaczego czytelnik wraca na moją stronę.
Prowadzenie bloga przynosi korzyści takie jak prowadzenie Dyskusyjnego Klubu Filmowgo :)
